Brak feedbacku – przycisk przy przejściu dla pieszych

Chyba w całej Warszawie konsekwentnie wymieniono przyciski uruchamiające zielone światło dla pieszych. Na gorsze. Otóż kontrolka sterująca powinna – poza efektem – dawać userowi feedback, że zarejestrowała żądanie. Stary typ przycisku, dostępny kiedyś m.in. przy przejściu przez Powsińską na wysokości pętla Sadyba, taki feedback dawał: przycisk był miękki; czułeś, że coś wciskasz, a po wciśnięciu przycisk świecił się na czerwono. Nowy model ma tylko MIEJSCE DO DOTYKANIA. Dotykasz więc (trudno rzec, że przyciskasz, bo przycisk to to nie jest) i po kilkusekundowym opóźnieniu na ekranie wyświetla się na czerwono napis “Czekaj”. Dopiero wtedy wiesz, że “zadziałało”… Przez długi czas, nie wiedząc jeszcze o braku feedbacku i opóźnieniu w wyświetlaniu komunikatu, chcąc uczynnić kontrolkę, waliłam w nią kilkakrotnie pięścią. W ten sposób czyjeś błędy projektowe skutkowały bólem mojej ręki. No dziękuję bardzo!

Praktyczna znajomość hiszpańskiego

Stwierdziłam z miłym zaskoczeniem, że w Andaluzji w kontekście knajpowym komunikuję się w 100% po hiszpańsku. Myślę, że tajemnicą sukcesu jest generalny brak w tym kontekście czasowników poza dwoma, a te wystarczają w bezokoliczniku (para beber, para comer = do picia, do jedzenia).

Wcześniej nie sądziłam, żeby to miał być jakiś sukces. Ale w knajpie usłyszałam naradzającą się, jak rozmawiać z kelnerem, grupę anglosaskich nastolatków. I stwierdziłam z przyjemnością, że jestem ahead of them 🙂 A tym bardziej prześcigam ich starszych rodaków, którzy nigdzie i nigdy nie używają innego języka niż swój.

Drugim objawieniem, jak dobrze 😉 znam hiszpański, był przejazd katalońską autostradą, na której napisy ostrzegawcze typu “pada – zwolnij” wyświetlano na zmianę po hiszpańsku i katalońsku. Otóż dzięki napisom hiszpańskim zrozumiałam wszystkie katalońskie!

W celu opanowania języka, poza wizytami w mercados, cerveceriach itp., gorąco polecam grę na Androida “Little Alchemy”. Okazało się, że przydało mi się nawet słówko pozornie z kategorii fantasy “bruja”, ponieważ w sklepie mieli środek czyszczący o nazwie “Tres brujas” (Trzy wiedźmy).

Hilfe! Im Friedhof geschlossen

DSC_0110

Wczesnym wieczorem w niedzielę 3 kwietnia znalazłam mały urokliwy cmentarzyk w okolicach stacji Stadelhofen. Przechadzałam się, robiłam zdjęcia, oprócz mnie były tam jeszcze dwie osoby. Gdy już nasyciłam się zwiedzaniem i chciałam wyjść, stwierdziłam, że:

  1. brama jest zamknięta,
  2. nikogo oprócz mnie na cmentarzu nie ma,
  3. żadnej innej bramy ten cmentarz nie ma.

Następnie przeszłam naokoło, aby ocenić, jakie mam szanse wydostać się samodzielnie, i stwierdziłam, że niewielkie:

  1. z jednej strony cmentarza było urwisko,
  2. z drugiej ulica w wąwozie z 10 metrów niżej,
  3. z trzeciej ulica w wąwozie tylko 2 metry niżej i ze stosunkowo niskim parkanem, ale za to z poprowadzonym drutem kolczastym wzdłuż parkanu,
  4. z czwartej wysokie ogrodzenie i ta zamknięta brama.

Zastanawiałam się, czy nie zadzwonić do wspólokatorki i nie poprosić, żeby zrobiła dym (np. zadzwoniła na policję?), ale uznałam, że tę metodę zastosuję w ostateczności. Na szczęście było ok. 19:00, a więc jeszcze jasno i co jakiś czas ktoś przechodził ulicą w wąwozie. Puściłam wolno grupę seniorów, ale gdy zobaczyłam parę ludzi mniej więcej w moim wieku, zawołałam niemieckim bezrodzajnikowym: “Ich brauche Hilfe! Ich bin im Friedhof geschlossen!”.

Gdy już przeszliśmy na angielski, okazało się, że nie jest to cmentarz miejski, ale private (należący do kościoła), a takie są zamykane na noc. Świetnie, tylko że żadnych godzin otwarcia ani zamknięcia przy bramie nie podano! Super też, że bliźni odwiedzający cmentarz równocześnie ze mną nie pomyśleli o moim losie!

Skończyło się na tym, że wspinałam się na ogrodzenie, a potem z niego skakałam, co udało się tylko dzięki pomocy moich wybawicieli. Na pewien czas odechciało mi się jednak samotnych eskapad po Zurychu 😉