Wichy “zasada Titanica”

Co jakiś czas wracam do książki Marcina Wichy “Jak przestałem kochać design”. Wszystkie opisane przez autora bolączki znam z autopsji – m.in. dlatego przeniosłam się do branży IT. Niestety okazuje się, że sformułowane przez Wichę zasady antydesignu obejmują także projektowanie software’u:

Dbaj tylko o to, co widać. Każda złotówka i euro wydane na projekt muszą być widoczne z daleka. Wszystko, co schowane pod linią wodną, jest nieważne (nazywamy to „zasadą Titanica”).

Zgodnie z zasadą Titanica model danych czy schemat bazodanowy jest nieważny – istotne jest tylko GUI.

Narzędzie, które cały czas się uczy i rozwija

Przeczytałam w magazynie “Praca” Wysokich Obcasów (nr 4/2020), że Polska Agencja Prasowa już wkrótce udostępni nowe narzędzie, oparte na algorytmach sztucznej inteligencji, umożliwiające “zweryfikowanie prawdziwości informacji dotyczących koronawirusa oraz wywołanej przez niego pandemii”. Magazyn cytuje wypowiedź prezesa PAP:

To […] narzędzie, które cały czas się uczy i rozwija. W praktyce działa więc tym lepiej, im częściej i intensywniej jest używane: dzięki interakcji z użytkownikami oraz danym, które są do niego wprowadzane

Brzmi zupełnie jak najlepsze narzędzie świata – ludzki mózg. Który działa tym lepiej, im częściej i intensywniej jest używany. Czego sobie i innym użytkownikom życzę, bo odpowiednio trenowany mózg nie tylko wyhaczy fake newsa, ale może o wiele więcej.

Natura ludzka kontra zasady

Terlikowski w swoim najnowszym felietonie w “Plus-Minus” (pt. Samoizolacja jest niemożliwa) zdumiewa mnie kontrą w stosunku do felietonów wcześniejszych. W tamtych nastaje (w imię pewnych zasad) na ochronę życia i odrzuca wszelkie próby liberalizacji przepisów okołoaborcyjnych. Tu tłumaczy ludzi (w tym siebie), że nie zniosą już koronawirusowych ograniczeń (czyli narzuconych zasad), że muszą wychodzić, nawet kosztem ryzyka, bo taka jest natura ludzka:

Wszystko działało, jakby epidemii nie było. Wiem, że teraz powinienem […] potępić nieodpowiedzialnych ludzi, którzy za nic mają zdrowie swoje i innych […]. Nie zrobię tego jednak, i to nie tylko dlatego, ze byłaby to nieprawda (bo maseczkę miałem, ale w kieszeni), ale także dlatego, że mam świadomość, że zachowanie ludzi wynika nie tyle ze złośliwości, lekceważenia zagrożenia czy głupoty, ile z ludzkiej natury.

Czyli: jestem usprawiedliwiona, jeśli nie nakładam maseczki, nie zachowuję dystansu 2 m i narażam w ten sposób innych ludzi na utratę zdrowia, a nawet życia (bo taka jest moja ludzka natura). Ale jeśli mam ochotę – zgodnie z moją ludzką naturą – przespać się z facetem, a następnie – nadal zgodnie z moją ludzką naturą (dążenie do wygody, unikanie obciążeń) – chcę pozbyć się konsekwencji i usunąć ciążę, to już usprawiedliwiona nie jestem.

IMO albo nawołujemy do dyscyplinowania swojej ludzkiej natury, albo nie. Lubię konsekwencję.