Retrospekcja
Etap 0
2003/2004. W trakcie podyplomowych studiów edytorskich ocieramy się o HTML. Piszę w notatniku, ramki robi mi kolega z pracy. CSS dla mnie nie istnieje, a o Flashu nie mam zielonego pojęcia.
Etap 1
2005/2006. Pracuję w agencji interaktywnej jako copywriter. Posługiwanie się linkami, skrótami, swfami przekonuje mnie, że przyszłość portfolio jest w internecie. No more czarnej teczki z wydrukami prac.
Etap 2
Wiosna 2006. Uczę się Flasha. Zamierzam wysyłać portfolio na CD.
- Poprawka: chcą mailem.
- Poprawka nr 2: exeki nie przechodzą na niektóre skrzynki (blokada plików samowykonujących się – jako potencjalnych wirusów). Zresztą skąd mam wiedzieć, kto ma PC, a kto Maca? A to są przecież różne exeki…
- Poprawka nr 3: otwieranie swfa sprawia znajomym problemy (albo nie mają Flash Playera, albo po prostu trudno im wytłumaczyć, że mają oglądać przez przeglądarkę).
Marzę o jednym linku do www.portfolio dodanym do CV.
Etap 3
Listopad 2006. Odkrywam (po roku), że mam do wykorzystania miejsce na serwerach Chello, moim dostawcą Internetu. Zawieszam. Chrobot sumienia, że wrzuciłam jednostkę wagi 2,5 MB. Działa idealnie – u mnie w domu i u koleżanki w Holandii. Nie licząc tych dwóch przypadków, strona jest przez większość czasu niedostępna (razem ze wszystkim innymi stronami prywatnymi zawieszonymi na Chello).
A więc:
- Dzwonię do znajomego od sieci, który jest gotów darować mi subdomenę i miejsce na swoim serwerze, ale nie zna Flasha, więc preloader itp. muszę załatwić we własnym zakresie.
- Dzwonię do znajomego ze studiów, obecnie grafika interaktywnego, który nie bardzo ma czas i dodaje, że to właściwie robota dla programisty.
- Mailuję do programisty znalezionego w sieci, który wycenia optymalizację na 800 zł (co wydaje mi się drogo).
Podpinam parę projektów linkami do CV. Chociaż tyle. Oczywiście przy okazji okazuje się, że należy robić to w InDesignie, i z niego kręcić pdfa – linki w Wordzie via Primo PDF są nieklikalne na Macu.
Etap 4
Czara goryczy przelewa się w momencie, kiedy wyekspediowana mailem kartka bożonarodzeniowa 2006 u części osób otwiera się jako ciąg znaków i cyferek. W dodatku bez tytułu.
Przerabianie Flasha na pdfa mija się z celem, portfolio jest graficznie ukończone. Rejestruję promocyjnie domenę na nazwa.pl (z myślą o przyszłej firmie), następnie kalkuluję ceny serwerów i ceny transferu domeny. Składam zamówienie na Light Hosting. Serwer i domena. Uruchamiają mi konto testowe.
I tu zaczyna się historia. Zrobię wszystko sama, totalnie niezgodnie z zasadami, totalnie atechnicznie, z całą masą błędów i usterek. I napiszę o tym pamiętniczek ZU, hehe.
ZU @ grudzień 2006
Etap 5
Grudzień 2006 / styczeń 2007: w miarę opanowuję HTML i CSS i robię własną stronę. Czyżby przeczucie? W lutym zostaję zatrudniona przy redakcji i mechanizmach strony internetowej.
Etap 6
Długi weekend majowy to czas poświęcony na zapoznanie się z WordPressem i postawienie na nim niniejszego bloga. Zaraz potem tworzę na tym samym silniku beta intranet IWP, współtworzony przez 6 autorów. I już jako admin pełną gębą: wywalam się na mechanizmie BIP by kei.pl, usuwając sobie niechcący uprawnienia admina
ZU @ maj 2007
Etap 7
Wypróbowałam już WordPressa, Seditio, Joomlę i wszystko, co dało się zainstalować na moim serwerze. To zaś, czego nie udało mi się zainstalować (Drupal!), testuję sobie w pracy
ZU @ luty 2008
Etap 8
Drupal pokonany! W wersji 6.3 dorównał WordPressowi, jeśli chodzi o łatwość instalacji – czytaj zwycięską notkę na ZU blogu.
ZU @ sierpień 2008