Pecetuję maca

Tytanowy pecet stoi obok, a ja bawię się moim nowym Macbookiem Pro. Ponieważ kupowałam go tuż po premierze Leoparda, dostałam kompa z preinstalowanym Tigerem, a Leoparda w zapasie na płytce. Ucieszyłam się, bo choć psychicznie byłam już nastawiona na Leoparda, to jednak o nim krążą różne nowiny, a Tiger jest stabilny (jego największy minus żź już załatwiłam softwarem).

Pierwsze zaskoczenie pecetowca: przy inauguracyjnym włączeniu komp przeprowadza rejestrację, której nie można ominąć, a do której niezbędny jest dostęp do netu (Makak szczęśliwie złapał jakąś sieć od sąsiadów, w przeciwnym wypadku na pewno dostałabym jakieś smętne komunikaty typu: rejestracja niemożliwa, ergo użycie kompa też niemożliwe…).

Następne kroki były typowe dla pecetowca, czyli trzeba było w Makaku trochę pogrzebać, choć generalnie nabyłam go z postanowieniem, że w nim grzebać nie będę, bo do eksperymentów służy Tytan:
– przemapowałam sobie możliwe do przemapowania klawisze w Preferencjach (alty powędrowały na swoje windowsowe miejsce przy space barze
– ściągnęłam klawiaturę Polish Pro (Win) = ż i ź do uzyskania jak na Windowsie
– zainstalowałam Skypa i Firefoksa
– i Cyberducka do obsługi FTP
– i Double Command, który – hurra! – już w defaulcie ma przypisanie nieużytecznemu dla mnie enterowi programisty funkcji drugiego Command
– i NeoOffice jako erzac MS Office+ polskie słowniki
– skonfigurowałam pocztę, po chwili wahania wybierając jednak Apple Mail zamiast Thunderbirda (przynajmniej na razie)
– po chwili poszukiwań wybrałam macowy odpowiednik ulubionego Sub-Edit Playera: VLC.

Teraz Makak może już spokojnie pełnić swoje podstawowe, mailowo-internetowo-multimedialne funkcje i zdobywać pierwsze rysy na nieskalanej applowskiej obudowie (właściwie już zdobył, niestety, tłumaczę sobie, że to nieunikniona indywidualizacja…).

W następnym odcinku: o różnicach w prezencji i użytkowaniu pecet | mac z punktu widzenia ZU.

Mac – zmiany na lepsze

Wraz z wprowadzeniem Leoparda (kolejnej odsłony macowego systemu operacyjnego) odpadło jedno z moich pokaŹŹŹŹŹnych zastrzeŻŻŻŻŻŻeń do Maca 🙂 Otóż nareszcie zamieniono miejscami ż i ź (teraz jest tak jak w Windowsie). Wyraźnie idzie ku lepszemu!

Przy okazji przypomniało mi się, jak to pewien macboy, który miał wydać osąd o jakości mojej pracy grafika (pracy pojmowanej jako proces, a nie rezultat), stwierdził, że “powinnam opanować skróty klawiaturowe”. Idea poniekąd słuszna, ale niekoniecznie w przypadku, gdy pracuje się na tym samym programie jednocześnie na dwóch platformach (Mac – praca, PC – dom). Kombinacje paluszków wirtuozerskie przed południem skutkują bowiem omyłkami wieczorem, co skutecznie zachęca do korzystania raczej z menu spod prawego klawisza myszki. “Naprawienie” więc (bo osobiście tak to odbieram) polskiej klawiatury programisty na Maca jest pierwszym krokiem do pożądanej kombatybilności.

Jeszcze tylko te alty z jabłkami trzeba pozamieniać, no i poprosić Szanownych Autorów programów: keD, Wink, Audacity, SubEdit-Player i Haft Krzyżykowy o napisanie wersji pod Maca 🙂