Zawód: projektant

Zamiast przysiąść do konstruktywnej pracy, przeżuwam tekst z bieżącego dodatku “Praca” GW. Tym razem mowa o dalszym losie dyplomowanych wzorników przemysłowych, do wyboru trzy pozycje: 1. emigracja, 2. “agencja reklamowa lub salon sprzedaży mebli” (cóż, dla mnie nie są to pozycje równoważne) 3. własna firma.

Jak rozumiem, skoro nie zdecydowałam się ani na punkt 1, ani na punkt 3, jestem odpadem od zawodu, nie rokującym już nadziei. Spieszę wyjaśnić, że mam tytuł magistra w dziedzinie: “projektowanie produktu i struktur użytkowych” – i pragnę zwrócić uwagę na ten drugi człon. Otóż projektowanie (design) jest pojęciem daleko szerszym niż projektowanie produktu. Interface design, interaction design, document design, information design. Nie czuję się MNIEJ designerem przez to, że nie projektuję mebli czy oświetlenia.

Muszę jeszcze dodać, że za moich czasów studenckich na ASP dbano raczej o plastyczny rozwój ogólny niż o zapoznanie studentów z najnowszymi technologiami, co znacznie utrudniało zajęcie się product designem. Fakt, że to były czasy przejściowe i trudne. Komputery dopiero wchodziły, współpraca z politechniką raczkowała, o Erasmusie nie można było nawet pomarzyć. True story: koleżanka po zapukaniu do drzwi na warszawskiej ASP z napisem “Dział współpracy z zagranicą” dowiedziała się od dyżurującej tam pani, że uczelnia nie prowadzi żadnej współpracy z zagranicą.

Niestety, jako pokolenie, które zakosztowało jeszcze aerografu i rapidografu, a jednocześnie musiało się na własną rękę uczyć programów graficznych (zdobywanych na Stadionie), mieliśmy cholernie utrudniony start. Dodatkowo tuż po dyplomie wpadliśmy w dziurę na rynku pracy i większość z nas jak jeden mąż poszła się natychmiast zarejestrować jako bezrobotni, żeby mieć ubezpieczenie. Nie było też gdzie kontynuować nauki, a jasne jest, że na studiach opanowuje się tylko pewne podstawy projektowania – w okolicach Warszawy była wtedy jedna jedyna firma projektowa, zajmująca się hard designem (pralki, pociągi itp.). Sorki!

Podsumowując: nawet jeśli po studiach przejęliśmy rodzinną firmę ogrodniczą (a wśród moich kolegów z roku był i taki przypadek), nadal pozostajemy projektantami. Bo “projektant” to pewna podstawa wobec rzeczywistości, bardziej widzenie rzeczy niż zawód. Zresztą, jaki zawód? Kiedy wpiszemy w Googla frazę “projektant praca”, to wyświetlają się oferty typu:

  • Projektant /Programista
  • Projektant stron internetowych
  • Projektant budowlany
  • Projektant instalacji sanitarnych

Projektantów produktu może to przygnębiać, ale mnie cieszy: projektowanie – jak widać –  to bardzo szerokie pojęcie!

Postępy w szydełkowaniu

Ścieg filetowy przećwiczony na przykładzie stąd. Obrąbek już własnego projektu. Po pierwszych próbkach wykonanych szkoleniowym szydełkiem 3,50 przestawiam się na pracę bardziej precyzyjną.

– Jaki jest najmniejszy rozmiar szydełka na świecie? – spytałam zaprzyjaźnioną i kibicującą panią w pasmanterii na Śniadeckich.

Okazało się, że w skali globalnej trudno orzec, jednak:

– U nas: 0,6! – odparła.

Och, przede mną jeszcze długa droga. Serwetka poniżej została zrobiona przy pomocy 1,75…

serwetka nr 2

Konstancja – nieudana wycieczka gastronomiczna

Wycieczka do Konstancina. Ponieważ knajpa “Zdrojowa” była w remoncie, a w wycieczce uczestniczyli seniorzy i dalsze poszukiwania nie wchodziły w grę, udaliśmy się do pobliskiej restauracji “Konstancja”. Och, błąd. Blin z łososiem i śmietaną okazał się niejadalny – śmietana się skisiła na żrący ocet (zdaniem kelnerki, tak była “przyprawiona”).

W “Konstancji” przygotowywano już salę na mające się tu odbyć wieczorem wesele. Trzymamy kciuki za żołądki młodej pary!