Francuskie zniżki muzealne

Z “Gazety Wyborczej” (29 maja chyba):

Francuskie władze zniosły opłaty za wstęp do Luwru i innych muzeów dla ludzi młodych, mających do 26 lat. Ale tylko dla tych, którzy są obywatelami Francji i innych krajów UE. Zdaniem imigrantów i broniącej ich organizacji SOS Racisme to karygodny przykład dyskryminacji. Chcą, by przywilejem objęto wszystkich, nawet nielegalnych imigrantów i turystów spoza Unii.

Mam inną propozycję: objąć przywilejem wszystkich z UE niezależnie od wieku!

Na początku maja byłam w Paryżu z Babcią, mocno starszą już panią – NIGDZIE, w żadnym muzeum nie ma ulg dla seniorów! BTW samej też mi się nie bardzo w Paryżu zniżkowo szczęściło, choć byłam tam cztery razy. Albo miałam odpowiedni wiek, ale nie byliśmy w UE, albo jesteśmy w UE, a ja już jestem za stara – nawet na zniżkę do Musée d’Orsay (przysługuje do 30 roku życia!).

dsc01868 dsc01870

Instrukcja obsługi – temat wciąż traktowany po macoszemu

Mam nowy monitor Samsunga z opcją TV. Konfiguracja odbywała się na czuja, metodą prób i błędów oraz z pomocą obeznanego w temacie kolegi – bo jak się okazało, na parę rzeczy w życiu bym sama nie wpadła.

Ostatnią sensowną instrukcją obsługi, jeśli chodzi o elektronikę, z jakiej zdarzyło mi się korzystać, była instrukcja do aparatu fotograficznego Sony. Jakieś 3 lata temu. Miała sens zapewne dlatego, że była English only i jeszcze w wersji książeczkowej (a nie na skrzypiącym CD). Z kolei jedynym produktem, który dało się użytkować BEZ instrukcji obsługi, był Makak (MacBook Pro).

Uwaga do producentów mojego nowego monitora: jak rozumiem, dołączenie do produktu klarownej, dobrze przygotowanej instrukcji się nie kalkuluje. Byle była (jakakolwiek). Dlaczego w takim razie nie ograniczyć się do jednojęzycznej instrukcji po koreańsku? Skoro i tak nic nie wnosi, po co ją tłumaczyć na 24 języki w Google Translatorze?

Projektowanie informacji

Ileż to jednak rzeczy obejmuje czarna dziura, zwana przeze mnie projektowaniem informacji! Dzisiaj wypadło mi się pochylać nad kwestiami następującymi:

  • Zapis URL-s na nowej witrynie (zrobić na modłę worpdressową, czyli “o-wydziale”, czy może jednak  “o_wydziale”)
  • Uporczywe przywiązanie redaktorów witryn do justowania na ekranie (powoli przekonuję się do pomysłu odgórnego wyłączenia buttona JustifyFull w Tiny MCE, ale spróbuję jeszcze zademonstrować redaktorom urodę czystego contentu, czyli RSS – może to zadziała jako argument)
  • Stosowane nazewnictwo trybów studiów (zamiast klasycznego i zrozumiałego podziału: dzienne / wieczorowe / zaoczne wprowadzono podział na stacjonarne i niestacjonarne, co daje w opisach efekt następujący: stacjonarne (dawne dzienne) / niestacjonarne (dawne wieczorowe) / niestacjonarne (dawne zaoczne). Efekt niestety daleki od klarowności
  • Nazewnictwo lokalizacji (co jakiś czas wraca bumerangiem) – niezmiennie jestem za stosowaniem nazw zwyczajowych, gwarowych, potocznych. Bo – tu zagadka – co to jest SPCSK? No jak to? Oczywiście Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny. Na Banacha. Czyli po prostu szpital na Banacha, tak?

Cytując książkę “Getting Real” by 37 Signals: Good writing is good design. Konstruowanie przekazu tekstowego jest projektowaniem. Liczy się precyzja, staranne dobieranie słów, unikanie wieloznaczności. Nie uczą tego co prawda w szkole na polskim, choć powinni.