Konsument uważany za idiotę?

Od dość dawna regularnie używam nawilżającej/natłuszczającej bezbarwnej pomadki do ust firmy Nivea. Wraz z kolejnymi modami zmienia się jej opakowanie (core na szczęście pozostaje – na razie! – ten sam). Ostatnio na fali modnej troski o środowisko naturalne producent dodał infografikę, co i gdzie należy wyrzucić. Konsument dowiaduje się z niej, że kartonowy tył opakowania powinien wyrzucić do papieru (paper to paper), natomiast plastikową przezroczystą kopułkę – do plastiku (plastic to plastic). Of course.

Tym, co producent pominął, jest core produktu, czyli plastikowe opakowanie samej pomadki: plastikowa zatyczka w formie walca oraz wykręcany sztyft z nasadzonym walcem pomadki. Otóż z racji ograniczeń technologicznych po zużyciu (całościowym “wykręceniu”) pomadki nadal pozostaje w sztyfcie spora część kosmetyku. I to tutaj konsument-recycler może mieć największe wątpliwości: gdzie wyrzucić sztyft*. Na wszelki wypadek producent jednak cicho sza.

* wg zasad warszawskich – do plastików

Wichy “zasada Titanica”

Co jakiś czas wracam do książki Marcina Wichy “Jak przestałem kochać design”. Wszystkie opisane przez autora bolączki znam z autopsji – m.in. dlatego przeniosłam się do branży IT. Niestety okazuje się, że sformułowane przez Wichę zasady antydesignu obejmują także projektowanie software’u:

Dbaj tylko o to, co widać. Każda złotówka i euro wydane na projekt muszą być widoczne z daleka. Wszystko, co schowane pod linią wodną, jest nieważne (nazywamy to „zasadą Titanica”).

Zgodnie z zasadą Titanica model danych czy schemat bazodanowy jest nieważny – istotne jest tylko GUI.

Praca zdalna to błogosławieństwo

Raz po raz w mediach napotykam biadanie, co z ludźmi na dłuższą metę zrobi praca zdalna. Że odcina od prawdziwych kontaktów międzyludzkich, że Zoom czy Teams to jednak nie to, że brak emocji.

O ile potrafię zrozumieć problem logistyczny pracy z domu, gdy ma się w tym domu dzieci, którymi trzeba się zająć albo sytuację singla, który przeniósł się za pracą do obcego miasta i nie zdążył tu poznać nikogo poza kolegami z pracy, o tyle nie potrafię zrozumieć, dlaczego niby codzienne min. półtorej godziny jazdy tam i z powrotem do biura, kolejka do firmowego ekspresu do kawy oraz openspejs ma być dla mnie sytuacją naturalną i pozytywnie kształtującą moje psychiczne ja?

W ogóle cieszcie się, ludzie, że macie taką możliwość! Nie wszyscy ją mają.