Konsument uważany za idiotę?

Od dość dawna regularnie używam nawilżającej/natłuszczającej bezbarwnej pomadki do ust firmy Nivea. Wraz z kolejnymi modami zmienia się jej opakowanie (core na szczęście pozostaje – na razie! – ten sam). Ostatnio na fali modnej troski o środowisko naturalne producent dodał infografikę, co i gdzie należy wyrzucić. Konsument dowiaduje się z niej, że kartonowy tył opakowania powinien wyrzucić do papieru (paper to paper), natomiast plastikową przezroczystą kopułkę – do plastiku (plastic to plastic). Of course.

Tym, co producent pominął, jest core produktu, czyli plastikowe opakowanie samej pomadki: plastikowa zatyczka w formie walca oraz wykręcany sztyft z nasadzonym walcem pomadki. Otóż z racji ograniczeń technologicznych po zużyciu (całościowym “wykręceniu”) pomadki nadal pozostaje w sztyfcie spora część kosmetyku. I to tutaj konsument-recycler może mieć największe wątpliwości: gdzie wyrzucić sztyft*. Na wszelki wypadek producent jednak cicho sza.

* wg zasad warszawskich – do plastików

Wichy “zasada Titanica”

Co jakiś czas wracam do książki Marcina Wichy “Jak przestałem kochać design”. Wszystkie opisane przez autora bolączki znam z autopsji – m.in. dlatego przeniosłam się do branży IT. Niestety okazuje się, że sformułowane przez Wichę zasady antydesignu obejmują także projektowanie software’u:

Dbaj tylko o to, co widać. Każda złotówka i euro wydane na projekt muszą być widoczne z daleka. Wszystko, co schowane pod linią wodną, jest nieważne (nazywamy to „zasadą Titanica”).

Zgodnie z zasadą Titanica model danych czy schemat bazodanowy jest nieważny – istotne jest tylko GUI.

RIP Flash

Pierwsza wersja, której używałam, to Flash 8, jeszcze firmy Macromedia. Potem był Adobe Flash Professional w pakiecie CS5.5 (wydanie z kwietnia 2011 r.), ale wtedy miałam już inne zainteresowania. W rezultacie umknęło mi, że mój “dorobek” flashowy stał się out-of-date technologicznie. Rzuciłam się konwertować – z filmami da radę, ale animacje muszę chyba odtworzyć w jakimś alternatywnym narzędziu (na szczęście zachowałam pliki źródłowe).

Nie żal mi animowanych intro do stron firmowych, ale co z dorobkiem kulturowym ludzkości w obszarze escaping games? Żegnaj, Crimson Room!