Dziękuję ci, Google

Przyjazny robot Google zindeksował mnie 22 stycznia podług adresu serwera. Ze schizofrenicznym maco-pecetowym „ź” w słowie „użytkownik”. Szkoda, bo tak poza tym opis strony wyszedł mi całkiem, całkiem…

Postanowienie: poczytać co nieco o indeksowaniu. I czym prędzej przerzucić domenę na oddzielny folder. Reszty (z serwera) na razie nie ruszam, bo jeszcze zniknie mi strona z pierwszego miejsca wyników! BTW: czyżby znalazła się tam dzięki temu, że powtórzyłam własne nazwisko 2 razy? Fakt, mialam linki tekstowe…

Wiek męski – zwycięski

Odkryciem tego weekendu na zajęciach AKT-u jest proces powstawania fontu. Nie osiągnę w tym zajęciu tak radosnego spełnienia jak w siatkach modularnych (weekend poprzedni), niemniej jednak czuję, że żyję i że się uczę. Pytanie tylko, dlaczego nie uczono mnie tego na ASP, kiedy robiono ze mnie magistra sztuki?

Udało mi się wkleić kod przeglądarki zdjęć w JavaScript do własnego HTML-a. A nawet wykasować nieodpowiadającą mi opcję „pokaz slajdów” wraz z checkboxem. Niemniej jednak, zamiast robić to metodą prób i błędów, lepiej byłoby zrozumieć podstawy JavaScript. Hough.

Utrata twarzy

Włączam dumna i blada ojcu komputer, żeby docenił dotychczasowe efekty mojej pracy. Niestety. Na podstronie „portfolio” nie ładują się pliki. Ponieważ pamiętam, że w poprzedniej, uboższej graficznie wersji, ładowało się wszystko, sporządzam wersję testową z czterema w sumie linkami (dwa stare + dwa problemowe „poprawione”). Albo to kwestia nazw (w nazwie pdfa użyłam ostatnio polskiej czcionki, może to jej wina – teraz zmieniłam, przy swfie też coś tam grzebałam), albo linków obrazkowych zamiast tekstowych (nie wierzę??).

***
Czas wracać do rzeczywistości. Coś wybija: zmywarka? zlew? pralka? sedes?