Tutek: Baner flashowy z zaszytym linkiem do strony www

Patrz: działający przykład z instrukcją na oddzielnej stronie

  1. Robisz we Flashu baner, któremu na oddzielnej warstwie rysujesz jakiś obiekt zakrywający cały wymiar banera (coś w rodzaju tła, bo choć na logikę trzeba by go zrobić na warstwie najwyższej – dodając przezroczystość – to zadziałał mi też “na spodzie” innych warstw/grafik/fot/obiektów)
  2. Konwertujesz swój obiekt tła na Button
  3. Wybierasz z menu Windows > Behaviors. Otworzy się okienko Behaviors
  4. Zaznaczasz swój obiekt tła i dodajesz dla niego „Behavior” w okienku Behaviors, tzn.:
  5. Mając zaznaczony obiekt tła klikasz plus (że dodajesz behavior) > Web > Go to web page
  6. W okienku, które się pojawi, wpisujesz adres strony, do której baner ma linkować i zaznaczasz, czy ma się ta strona otwierać w tym samym oknie czy nowym (domyślnie: self, czyli w tym samym).
  7. W polu Event wybierasz zdarzenie, które ma spowodować przejście na stronę. Domyślnie jest to On release, czyli w momencie “zwolnienia” przycisku po kliknięciu.
  8. Zapisujesz plik i robisz Publish do swfa
  9. Wstawiasz swfa na dowolną stronę
  10. i działa

Uwaga: zrobione we Flashu 8, instrukcja bez gwarancji.
Tutek updatowany 1 marca.

Ikonki aplikacji maca

Co jest w Makaku niezmiernie sympatyczne, to ładne – defaultowo! – ikonki programów. Owszem, miałam taką fazę na Tytanie, że go ostylowywałam, zawieszałam mu na pulpicie widget w postaci migających światełek choinkowych i prowadziłam masowy wyrób własnych ikonek. Ale na dłuższą metę nie jest to akurat to pole, na którym najbardziej chcę się wyżywać artystycznie. Wolę mieć do dyspozycji estetyczny stardard. Poniżej od lewej: VLC (filmy), Cyberduck (FTP), Smultron (Truskawka – prosty edytor HTML).

OCZYWIŚCIE, że sto razy lepszy od Smultrona jest (niestety niemakowy) keD. Tylko brzydszy, biedaczek…

ikonki mac

Terror naszej-klasy

Nowy portal nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, bo znajomi z liceum z powodzeniem odnajdywali się na Goldenline. Nie odczuwałam więc wielkiej potrzeby dołączenia do “klasy”. Ale wkrótce zaczęły do mnie spływać nie tylko zachęcające maile typu “no zapisz się, Zuza, my już tu wszyscy jesteśmy” – nadeszło coś w rodzaju terroru…

Umawialiśmy się grupowo na spotkanko przed Świętami. Dwie godziny przed zadzwonił telefon: moja koleżanka z podstawówki zirytowana pytała, gdzie właściwie jest to spotkanie, bo na naszej-klasie piszą, że na placu Trzech Krzyży, a w mailu stało, że w Wedlu – a mail był z przedwczoraj, a wpisy na naszej-klasie z dziś, więc to chyba jest ta aktualna wersja?

Skoro zatem życie towarzyskie bez naszej-klasy nie istnieje (abo jest mocno utrudnione), trzeba się było zapisać. I cierpliwie przeklikać się przez wszystkie otrzymane zaproszenia, kiedy portal zaczął już trochę lepiej działać (patrz: wolno, wolniej, nasza-klasa.pl). Teraz mam problem innej natury: do naszej-klasy należy sfotografować się z potomstwem i pochwalić dorobkiem życiowym. Tymczasem do ideału osiągniętego przez niektóre z moich koleżanek (dwójka dzieci i doktorat) brakuje mi praktycznie wszystkiego 😀