Niedziałające linki, odcinek 2 (branża edukacyjna)

Przeszukuję witryny różnych uczelni i dzwonię na infolinie rekrutacyjne w związku z a) własnymi dalszymi planami edukacyjnymi, b) tematyką moich obecnych zadań w pracy. Chaos w witrynach, pady serwera bazy danych, linki do errorów albo oferta nieaktualna.

  1. Co robi emotikon na stronie wydziału państwowej wyższej uczelni?
  2. Dlaczego strona archiwalna studiów podyplomowych, których następna edycja już się nie odbędzie, jest dostępna z listy aktualnego wyboru na najbliższy rok akademicki?
  3. Dlaczego witryna tematycznych studiów podyplomowych (Zarządzania Informacją i Technologii Informacyjnej) wita mnie mało czytelnym blokiem wyjustowanego tekstu, w dodatku czarno na niebieskim?
  4. Dlaczego nie mogę obejrzeć oferty 2 z 3 kierunków studiów podyplomowych (Edytorstwo oraz Bibliotekoznawstwo i informacja naukowa) prowadzonych na uczelni krakowskiej (error 404)?
  5. Dlaczego nie mogę pobrać podania o przyjęcie na studia (również 404)? UPDATE: mogę, ale po ręcznym skorygowaniu ścieżki (usunięciu slasha po .doc)
  6. Dlaczego na stronie Instytutu Informatyki występują obok siebie dwie różne daty ostatniej aktualizacji, w tym zaskakujące 24.II.99? (picture-10.png)

Niedziałające linki nawet u najlepszych…

Okresowe kontrole działania i aktualności linków moich podstron, sprawdzanie poprawności kodu, testowanie wyświetlania w nowych wersjach przeglądarek, aktualizacja danych na portalach typu Goldenline itp. były dla mnie zawsze oczywistą, choć nieraz uciążliwą, powinnością. Jeśli już PUBLIKOWAĆ (SIĘ), to spójnie i z szacunkiem dla czytelnika.

Tymczasem chyba się za bardzo przejmuję! Witryny nieklikalne, witryny nieotwieralne, witryny znikające w Firefoksie – to wszystko widzę na co dzień. I nie są to strony-wprawki gimnazjalistów, ale zawodowe blogi czy portfolia grafików webowych.

Oczywiście nikt nie jest bez winy – w weekend muszę usiąść i zamknąć jedną moją witrynkę, którą przestałam rozwijać.

Makak wyczuł swego

Makak zaniesiony do pracy odmówił współpracy z tamtejszą siecią pomimo starań kolegi administratora. Przyszedł kolega programista, posiadacz identycznego maca. Cóż, może to czysty przypadek, ale fakt faktem: wystarczyło, że SPOJRZAŁ na Makaka, a ten ruszył z kopyta. W dodatku po powrocie do domu okazało się, że uruchomił mi się też GrowlMail, o którego uruchomienie walczyłam ongiś bez skutku. Hmm…