Zgubny nałóg szablonów

Bywa, że choć obok leży ciekawa książka, a w TV nareszcie mam szansę dopaść wyczekiwany film, zgubny nałóg okazuje się silniejszy. I godzinami przeglądam w Theme Viewer nowości WordPressa.

Tym razem racjonalizuję to w ten sposób, że nagłówek starego szablonu rozjeżdżał mi się w IE7, a cały blog przestał się walidować. I oto jest, odrobinę co prawda odniebieszczona w stosunku do oryginału: moja najnowsza skórka!

Mac i pecet z punktu widzenia ZU

Z punktu widzenia ZU wygląda to tak, że komputerem dla ZU jest mac*. Obsługa maca jest naprawdę bardziej intuicyjna niż peceta, a obcowanie z Designem przez duże D dostarcza niewątpliwej przyjemności, zwłaszcza osobom związanym w jakiś sposób z projektowaniem. Niestety lub stety, w momencie kiedy komputery wchodziły do Polski, nie mieliśmy wyboru. Wszyscy musieliśmy pójść w pecety, które są MASZYNAMI i jak wszystkie maszyny wymagają nauki posługiwania się maszyną. Mac natomiast jest gadżetem; podstawowe operacje na macu nie wymagają żadnej nauki. Ktoś gdzieś napisał, w sensie zarzutu, że mac jest projektowany przez designerów, a nie przez inżynierów. Tyle że zwykły obywatel prędzej zrozumie design niż cud inżynierii. Design jest dla niego – cuda inżynierii są dla inżynierów.

Jeśli więc ktoś potrzebuje komputera do multimediów, internetu i poczty – lepszy będzie mac. Jeśli ma to być pierwszy komputer osoby starszej – lepszy będzie mac.

* Z jednym jednak, ale poważnym zastrzeżeniem (zaznaczonym na początku gwiazdką): mac jest doskonały dla ZU anglojęzycznego – rodzimy ZU ma gorzej. Niestety mac wciąż jeszcze nie został dostatecznie spolonizowany. Polski interfejs raczkuje, polskiego słownika nie ma. (BTW iWork – pakiet biurowy maca – sprzedają w Polsce bez polskiego słownika – jakaś paranoja). A i tak jest o niebo lepiej niż było. Jeszcze 6 lat temu mac w Polsce był właściwie wyłącznie komputerem dla grafika.

Tytan i Makak w jednym stali domu

Od wczoraj mam router, a od dziś oba moje kompy w sieci domowej 🙂 Do konfiguracji tej ostatniej przystąpiłam z lekkim drżeniem serca, bo wiadomo: Tytan to pecet, Makak to mac. A różni tacy próbują nam wmówić, że to dwa różne światy i dwie różne filozofie. E tam. Wszystko się udało od pierwszego posiedzenia, tyle tylko, że Tytan zaproponował mi w drodze konfiguracji nagranie dysku konfiguracji na dyskietkę, co mnie trochę zdziwiło (że nie wyrzucam archaizmów, to dyskietka się nawet w domu znalazła).

Działa to wszystko tak dobrze, że aż zaczynam się niepokoić, czy to normalne. Co będzie np. przy restarcie kompów? W końcu, gdy w grę wchodzi komputerologia, nie może być aż tak prosto, prawda?