Zawzięta walidacja

Miała być fotostory z udziałem najgorszego składanego pudła kartonowego, na jakie dane mi było natrafić. Jednak będzie o walidacji dokumentu, czyli o sprawdzeniu poprawności kodu z deklaracją w nagłówku. Bardzo pożyteczne narzędzie, które pozwoliło mi wyczyścić całość i zasłużyć na odznakę, którą mogę sobie wkleić na stronę. Nie robię tego tylko dlatego, że (jak pisze Paweł Wimmer):

[…] uwaga, w niektórych środowiskach w Internecie „pochwalenie się” taką ikonką jest uważane za objaw złego gustu lub zbyteczny szpan […]

No nie wiem, ja tam jestem zachwycona, jak mi się coś z czymś nareszcie zgadza… Ale trudno, powstrzymam się.

Dziękuję ci, Google

Przyjazny robot Google zindeksował mnie 22 stycznia podług adresu serwera. Ze schizofrenicznym maco-pecetowym „ź” w słowie „użytkownik”. Szkoda, bo tak poza tym opis strony wyszedł mi całkiem, całkiem…

Postanowienie: poczytać co nieco o indeksowaniu. I czym prędzej przerzucić domenę na oddzielny folder. Reszty (z serwera) na razie nie ruszam, bo jeszcze zniknie mi strona z pierwszego miejsca wyników! BTW: czyżby znalazła się tam dzięki temu, że powtórzyłam własne nazwisko 2 razy? Fakt, mialam linki tekstowe…

Donald Norman miałby dość

Donald Norman – autor książki The Design of Everyday Things (którą napisał w 1988 roku). Opis problemu ma zatem prawie 20 lat:

The vertical array of six switches […] is what our architects provided to control the lights […]. We could never remember which switch did what.

Stanowiska ustawione są po trzy w rzędzie. Włączniki trzech lamp nadbiurkowych występują razem przy oknie. Niestety, w rzędzie pionowym. A więc tylko kolega siedzący w środku odruchowo przyciska „swój” włącznik.

biuro_big.jpg biuro2_big.jpg

Jak to się kończy? Ano tak, jak poniżej (tu przykład domofonu). ZU – w tym przypadku, co prawda, nie niżej podpisana – klei przycisk oznaczeniem na taśmę klejącą. Żegnaj, ascetyczno-estetyczny projekcie architektoniczny!

domofon2_big.jpg