Terror naszej-klasy

Nowy portal nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, bo znajomi z liceum z powodzeniem odnajdywali się na Goldenline. Nie odczuwałam więc wielkiej potrzeby dołączenia do “klasy”. Ale wkrótce zaczęły do mnie spływać nie tylko zachęcające maile typu “no zapisz się, Zuza, my już tu wszyscy jesteśmy” – nadeszło coś w rodzaju terroru…

Umawialiśmy się grupowo na spotkanko przed Świętami. Dwie godziny przed zadzwonił telefon: moja koleżanka z podstawówki zirytowana pytała, gdzie właściwie jest to spotkanie, bo na naszej-klasie piszą, że na placu Trzech Krzyży, a w mailu stało, że w Wedlu – a mail był z przedwczoraj, a wpisy na naszej-klasie z dziś, więc to chyba jest ta aktualna wersja?

Skoro zatem życie towarzyskie bez naszej-klasy nie istnieje (abo jest mocno utrudnione), trzeba się było zapisać. I cierpliwie przeklikać się przez wszystkie otrzymane zaproszenia, kiedy portal zaczął już trochę lepiej działać (patrz: wolno, wolniej, nasza-klasa.pl). Teraz mam problem innej natury: do naszej-klasy należy sfotografować się z potomstwem i pochwalić dorobkiem życiowym. Tymczasem do ideału osiągniętego przez niektóre z moich koleżanek (dwójka dzieci i doktorat) brakuje mi praktycznie wszystkiego 😀

Mac i pecet z punktu widzenia ZU

Z punktu widzenia ZU wygląda to tak, że komputerem dla ZU jest mac*. Obsługa maca jest naprawdę bardziej intuicyjna niż peceta, a obcowanie z Designem przez duże D dostarcza niewątpliwej przyjemności, zwłaszcza osobom związanym w jakiś sposób z projektowaniem. Niestety lub stety, w momencie kiedy komputery wchodziły do Polski, nie mieliśmy wyboru. Wszyscy musieliśmy pójść w pecety, które są MASZYNAMI i jak wszystkie maszyny wymagają nauki posługiwania się maszyną. Mac natomiast jest gadżetem; podstawowe operacje na macu nie wymagają żadnej nauki. Ktoś gdzieś napisał, w sensie zarzutu, że mac jest projektowany przez designerów, a nie przez inżynierów. Tyle że zwykły obywatel prędzej zrozumie design niż cud inżynierii. Design jest dla niego – cuda inżynierii są dla inżynierów.

Jeśli więc ktoś potrzebuje komputera do multimediów, internetu i poczty – lepszy będzie mac. Jeśli ma to być pierwszy komputer osoby starszej – lepszy będzie mac.

* Z jednym jednak, ale poważnym zastrzeżeniem (zaznaczonym na początku gwiazdką): mac jest doskonały dla ZU anglojęzycznego – rodzimy ZU ma gorzej. Niestety mac wciąż jeszcze nie został dostatecznie spolonizowany. Polski interfejs raczkuje, polskiego słownika nie ma. (BTW iWork – pakiet biurowy maca – sprzedają w Polsce bez polskiego słownika – jakaś paranoja). A i tak jest o niebo lepiej niż było. Jeszcze 6 lat temu mac w Polsce był właściwie wyłącznie komputerem dla grafika.

Tytan i Makak w jednym stali domu

Od wczoraj mam router, a od dziś oba moje kompy w sieci domowej 🙂 Do konfiguracji tej ostatniej przystąpiłam z lekkim drżeniem serca, bo wiadomo: Tytan to pecet, Makak to mac. A różni tacy próbują nam wmówić, że to dwa różne światy i dwie różne filozofie. E tam. Wszystko się udało od pierwszego posiedzenia, tyle tylko, że Tytan zaproponował mi w drodze konfiguracji nagranie dysku konfiguracji na dyskietkę, co mnie trochę zdziwiło (że nie wyrzucam archaizmów, to dyskietka się nawet w domu znalazła).

Działa to wszystko tak dobrze, że aż zaczynam się niepokoić, czy to normalne. Co będzie np. przy restarcie kompów? W końcu, gdy w grę wchodzi komputerologia, nie może być aż tak prosto, prawda?